" inna strona medalu " poezja  Grażyny Adamczyk Lidtke

       

* Piasek Hiszpanii
* Na krańcu świata
* Obrazki kubańskie
* Bella Italia
* Taniec
* Komunikaty z mojego podwórka  
* Rymanów
* Nowe wiersze
* Haiku
* Inne
( prezentacje w sieci)

INNE

 publikacje

Dolnośląska Wszechnica Literacka
STOWARZYSZENIA PISARZY POLSKICH

  
autorka
 

w sieci:

integracja  2007 integracja 2008  you  tube zlp wrocław blogi   powrót
wywiady salonik na Głównym

autograf

prasa wieczór autorski wydania książek

  ze strony: 

Dolnośląska Wszechnica Literacka „Integracja 2008”
Zakończenie drugiej edycji projektu


Dolnośląska Wszechnica Literacka „Integracja 2008” to kontynuacja projektu warsztatów literackich adresowanych do osób niepełnosprawnych, który rozpoczął się w 2007 roku. Zorganizował go wrocławski oddział Stowarzyszenia Pisarzy Polskich we współpracy z Wrocławskim Sejmikiem Osób Niepełnosprawnych .....       ....W okresie od 3 września do 30 listopada 2008 w ramach programu Wrocławskiej Wszechnicy Literackiej – „Integracja 2008” odbyło się 15 trzygodzinnych spotkań – warsztatów literackich. Zajęcia warsztatowe z prozy i poezji prowadził Jacek Inglot.

 
przedstawiamy autorów 
INTEGRACJI 2008

 


Grażyna Adamczyk- Lidtke
czytaj utwory

     W tym okresie na zajęciach przebywało 6 ekspertów, znanych wrocławskich pisarzy, poetów, krytyków i literaturoznawców (Irena Wyczółkowska, Gabriel Leonard Kamiński, Andrzej Maria Dzierżanowski, Leszek Budrewicz, Wacław Grabkowski, Eugeniusz Dębski), którzy służyli uczestnikom swą wiedzą praktyczną i teoretyczną, oceniając i poprawiając przedstawione próbki twórczości.

      Podsumowaniem projektu było uroczyste spotkanie (połączone z kolacją), w trakcie którego dokonano prezentacji wydrukowanego almanachu z pracami uczestników, pt. „Bariera słowa 2” (specjalne wydanie rocznika „POMOSTY”). Wyróżniającym się uczestnikom warsztatów wręczono upominki książkowe. Dokonano także ewaluacji projektu, zbierając
opinie uczestników. Trwałą pozostałością po przeprowadzonych działaniach jest strona internetowa Wszechnicy, która będzie utrzymywana i rozbudowywana przez SPP.



 
 


Grażyna Adamczyk- Lidtke                                 MUZYKA DZIECIŃSTWA


   
Śpiew i muzyka towarzyszyły mi od małego. Kołysanki i tzw. dziadowskie piosenki śpiewała babcia, która przy gotowaniu nuciła też "Bradiagę" i "Wołgę". Mama z kolei usypiała mnie piosenkami swojej młodości. Bardzo lubiła wspólne śpiewy i zawsze próbowała dorabiać drugi głos. Nauczyła się tego od swojego ojczyma, który udzielał się w chórze kościelnym. Bardzo wcześnie zaczęła mnie uczyć piosenek dziecięcych, kolęd i śpiewała je ze mną na głosy. Potem, kiedy już umiałam trochę grać na gitarze, przy różnych okazjach towarzyskich i rodzinnych z upodobaniem wracałyśmy do tych starych pieśni
* * *

     Kochałam współbrzmienia harmoniczne. Muzyka jeszcze bardziej na mnie działała, gdy śpiew stawał się potężny, wielogłosowy.
W Diorze był znakomity chór zakładowy. Mama w nim nie śpiewała, bo pracowała w takich godzinach, że nie mogła uczestniczyć w próbach, ale napisała dla niego hymn opiewający pierwszy powojenny polski odbiornik radiowy Pionier U2. Wymyśliła nie tylko tekst, ale także muzykę (choć nie znała nut!), którą dyrygent chóru fachowo zapisał. Chór śpiewał polskie pieśni patriotyczne, dumki i romanse rosyjskie oraz pieśni bojowe, ale najbardziej zapamiętałam prześliczne piosenki: ,,Rozkołysał się czeremchy biały kwiat”, ,,Czemu się kołyszesz smutna jarzębino”, słynną ,,Suliko” – ukochaną przez watażkę Stalina i melancholijną ,,Ech, ta droga”.
Zawsze przejmowała mnie potęga dźwięku i brzmienie akordów.
 
* * *

     Wielu członków chóru uczestniczyło w pamiętnych diorowskich wycieczkach dla pracowników. Ledwie autobus wyjeżdżał poza opłotki miasteczka, kiedy ktoś inicjował śpiew. Inni natychmiast podchwytywali ton i już pojazd brzmiał muzyką. Kołysała mnie ta muzyka do snu, zwłaszcza kiedy nocą wracaliśmy do domu, zmęczeni po dniu spędzonym w górach. Z tamtych czasów pamiętam koncert plenerowy Marty Mirskiej, gdzieś nad wielką tamą zalewu w Zagórzu Śląskim. Podobała mi się pani w jasnej, rozkloszowanej sukience, powiewającej na wietrze. Zawsze rozpoznawałam ten charakterystyczny głos, podobnie jak Marii Koterbskiej, czy Ireny Gałuszko, którą po latach ze zdumieniem odkryłam wśród solistek Wrocławskiej Operetki.
 
* * *

     Cudowne były chwile połączonych obrazów i muzyki, a gdy nocą autokar wiózł nas do domu, gdy księżyc zaglądał w okna, a chmury snuły się tajemniczo za firankami, nagle pianissimo zaczynał się pomruk melodii tęsknej, łapiącej za serce i unoszącej gdzieś... w jakiś kompletny niebyt... i zasypiałam na kolanach rodziców.