|
Podczas naszej wędrówki mijamy stare areny
ukryte za skruszałymi murami, gdzie torreadorzy
toczyli niegdyś walki z bykami, hacjendy „otulone dredami kaktusów”, oliwkowe gaje,
pinie, dęby korkowe, ogromne agawy i opuncje rozsadzające mury dawnych, potężnych twierdz.
Wśród nieprzyjaznego człowiekowi, suchego, pustynnego krajobrazu, odkrywamy zielone oazy.
Odwiedzamy maleńkie osady „ wetknięte w pustynny piasek Sierry”. Zachwyca nas
spotkany na piaszczystej drodze stary cabrero, który pędzi stado kóz „
z nikąd do nikąd”. Idziemy „pajęczyną powietrznych chodników”,
wspinamy się wąskimi uliczkami po schodkach „zahaczając krawędzie dachów”.
Mijamy „andaluzyjskie koty chude i długonogie, suche jak pustynia” i sforę
psów „kuriozalnie różnych pod wodzą pięknego charta”. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przenosimy się w czasie do Grenady
– mauretańskiego miasta położonego na stokach Sierra Newada. Zanurzamy się w ogrodach
starej Alhambry, gdzie swoją siedzibę miał ostatni na ziemi hiszpańskiej władca muzułmański.
Stąpamy po mozaikowym bruku, podziwiamy girlandy kwiatów i tryskające fontanny.
Kojący szum wodnych kaskad w ciernistych alejach pałacowego parku sprawia, że zanurzamy
się w „bajeczną historię ludzkiej potrzeby budowania piękna i komfortu”. Podczas tej niezapomnianej, poetyckiej podróży ręce impresjonistki „zamieniają
się w skrzydła i płyną w powietrzu wraz z rytmem”. Trudno się oprzeć wrażeniu,
że te uskrzydlone ręce płyną w rytmie flamenco. Może wynika to z faktu,
że w żyłach naszej poetki płynie hiszpańska krew? A może cała Hiszpania oddycha
w rytmie flamenco i niezależnie od tego, jak ją opisujemy, oddycha zawsze
tak samo? Jedno wydaje się pewne – Grażyna Adamczyk Lidtke jest flamenquitą poezji,
a jej iberyjskie impresje są tego niezbitym dowode
| |||||||||||||||||||||||||||